Nasz portal właśnie powstaje. :) Zapraszamy do współtworzenia i regularnego odwiedzania! Redakcja
A+ A A-

Moja droga. MONEMWAZJA.

Moja droga. MONEMWAZJA.

 

Cud szybkiego przemieszczania, a ostatnio coraz częściej taniego… niespełna 3 godziny i prawie 2 tys. kilometrów zostawiam za sobą. Samolot jest królem czasu – wielbię go za to, że nim się obejrzę jestem na miejscu. To cud ludzkiej kreacji, tutaj człowiek naśladuje Boga, wydziera Jego tajemnice    z wyprostowanego czy też myślącego homo zmienia się w szybującego w przestworzach w wielkiej zbudowanej przez siebie maszynie, podobnej ptakom. Znowu kilka stóp nad ziemią wśród pozostałości po tej jasnej, słonecznej, marmurowej kulturze, no i wszędzie dookoła błękitne, rozświetlone morze. To moja droga, tutaj jestem u siebie.
Z lotniska jadę autobusem X93 na dworzec A (100, Kifissou) a stamtąd do Monemwazji, właściwie do Gefiry. Z Gefiry groblą przechodzę do starego, kamiennego miasta, w którym czas się zatrzymał. Po drodze mijam cmentarzyk i  grobowiec Jannisa Ritsosa, poety. Palące słońce, cisza,  wielki błękit i gdzieś na horyzoncie mała łódź żaglowa, właściwie nieruchoma, bo wiatru tutaj nie ma – to raj. Kamienna wąska ulica prowadzi z bramy przez Dolne Miasto, mijając ruiny kilku z czterdziestu kościołów, niegdyś stojących w 60-o tysięcznym mieście. Jednym z nich jest ulubiony, noszący imię mojej imienniczki Świętej Anny. A niedaleko Świętego Mikołaja, spędzę noc w jednym z kilku pensjonatów, pamiętających czasy średniowiecza. To nieziemskie przeżycie. Jestem odurzona zapachem ziół, spalonych słońcem traw i rozgrzanych resztek kamiennego miasta. Tak samo pachną Delfy i Epidauros.
W malutkim kamiennym pokoiku, w którym pewnie mieszkał kiedyś jakiś kupiec, który zatrzymał się tutaj żeby kupić słodką Małmazję,  uwielbiane przez arystokratów w całej Europie, tutejsze wino, spędzę dzisiejszą noc. Stara szafa, łóżko, kamienna podłoga, lustro i okno otwarte na oścież, przez które widać zawieszoną tuż ponad głową pajęczynę gwiazd. Widać je jak na dłoni, są na wyciągnięcie ręki, są tutaj przez wieki wieków. O wschodzie słońca wstanę i powędruję w górę, do Górnego Miasta. Poranne światło i nieziemska cisza, wszyscy śpią, nawet psy. Z kopuły kościoła Św. Mikołaja oblazła farba tworząc wyraźny kształt serca. Mówi do Ciebie Monemwazja, Lakonia, Peloponez, Grecja. Rośliny, zapachy budynki są z Tobą, nie potrzebujesz ludzi. Na razie śpią i taka wszechsamotność wśród duchów przeszłości jest cudownym przeżyciem. Przeszłość jest rzeczywista, można ją kroić tutaj na plasterki. Tylko w Grecji do mnie przemawia, zostawia znaki, które widzę i potrafię odczytać, nie czuję jej nigdzie indziej, może jeszcze tylko czasami w Jerozolimie… Współczesna kobieta przyniesie mi zaraz jogurt z owocami i miodem, który zamówiłam sobie na śniadanie. Później odwiedzę kościół św. Anny w ruinie. Tutaj to moja przemiła przyjaciółka od serca, nie ma księdza, konfesjonału, umęczonego Jezusa na krzyżu. W ruinach tylko duch św. Anki, mamy Marysi. Przyjdę odwiedzić ją ja Anka, mama Kasi i Maćka. Pogadamy. Te kościółki były kiedyś prawosławne, potem katolickie, muzułmańskie i znowu katolickie i wreszcie prawosławne a teraz bez dachu są moje przez chwilę. Tylko tutaj tak jest. Jeśli nie wierzysz wsiądź w samolot, potem w autobus i przyjedź. Wszystko zastygło w szaro-błękitnej mgiełce. Zbliża się południe. Pagórki Peloponezu ledwo są widoczne na horyzoncie. Wszystko stoi
w bezruchu, nic nie płynie. Gorąco. Można tylko czytać albo …. pisać. Na inne czynności za gorąco. Krewetki zapiekane z pomidorami i fetą (tiganita) zjem po zachodzie słońca i może nawet wychylę wino z kielicha. Ale nie teraz… później.

KSIĄŻKA NA DZISIAJ? „RAPORT DLA EL GRECA” NIKOSA KAZANTZAKISA. Zdecydowanie. Można trochę zbliżyć się do wielkiej tajemnicy.

Anna Tupaczewska

przewodnik po Grecji

 

Sklep

Odkryj Grecję

Booking.com

Sign In or Create Account

Do zobaczenia ponownie! :)