Nasz portal właśnie powstaje. :) Zapraszamy do współtworzenia i regularnego odwiedzania! Redakcja
A+ A A-

Archeologiczne Delfy

DELFY

Przez długie wieki trwały zagubione gdzieś w górach Parnas. Kiedyś tutaj był środek świata czy też pępek, jak chcieli niektórzy. Symbolizował go omfalos, kamień, który połknął Kronos, oszukany w ten sposób przez swoją żonę Reę. W ten sposób chciała ukryć przed mężem swego najmłodszego syna Zeusa. Kronos usłyszał, że jedno z jego dzieci odbierze mu władzę nad światem dlatego postanowił pozbyć się konkurentów zjadając ich po kolei. Na koniec zamiast najmłodszego syna połknął kamień, owinięty w pieluszkę. Rea uratowała w ten sposób swojego najmłodszego syna. A omfalos odzyskany przez Zeusa stoi na miejscu po dziś dzień, tylko włoscy turyści komentują, że środek świata był przecież zawsze w Rzymie.
W tych dawnych czasach posiadały Delfy wszelką wiedzę. Czytały z wypowiedzianych przez Pytie dziwnych słów losy małych i wielkich, miast-państw i całych narodów, a także państewek-miasteczek i świata całego. Lśniły i mieniły się w słońcu kolorami i złotem u stóp Fedriad, przedwiecznych skał. Panował nad tym miejscem bóg słoneczny i piękny, wiecznie młody i mądry. Uczył porządku i moralności, oddzielał ziarna od plew, wskazywał co jest białe a co czarne, co dobre a co złe. To było miejsce jasności i mistycznego światła. Tutaj dobro zwyciężało zawsze, kiedy na swoim boskim tronie zasiadał Apollo. Ten, który zbłądził mógł obmyć się ze swoich win w Kastalskim Źródle. Mógł zaczynać wszystko od nowa. Zostawiał swą ciemną stronę i brud by podążać drogą światłości. Moczył swoje stopy i głowę, a złe uczynki szły w niepamięć, pogrążały się w nicość, czeluść, w odmęt na zawsze. To, co się wydarzyło, zostało wymazane. Można było znowu raźnie kroczyć w jasną przyszłość.
Ten rytuał oczyszczania ze zła trwał nieprzerwanie przez 2 tysiące lat lub dłużej. Przez szczelinę w ziemi wydobywały się halucynogenne opary, a dziewicza kapłanka - sługa Gai, a później Apollina - owiana tym dziwnym eterem, otrzymywała dar przepowiadania przyszłości. To boski dar dla ludzi. Człowiek przecież ledwo dostrzega teraźniejszość, przeszłość majaczy niewyraźnie w zakamarkach pamięci, ale nigdy, przenigdy nie ma wglądu w to, co przyniesie przyszłość.
Jednak tutaj, Pytie zasiadające nad szczeliną na trójnogu mogły od czasu do czasu uchylić rąbka tej odwiecznej tajemnicy. Pielgrzymi, zawsze tylko mężczyźni, wędrowali tu z dalekich krain, niosąc dary dla boga z wdzięczności za tę tajemną wiedzę. Czasami były to prawdziwe skarby: wysmukłe kolumny, piękne posągi, zdobycze wojenne, złota dziesięcina (przyrzeczona bogu przez mieszkańców cykladzkiej Syfnos), pięknie zdobione naczynia, obrazy malowane na drewnianych lub marmurowych tablicach, złoto i kość słoniową, ale i dary ducha: talent poetycki, muzyczny, osiągnięcia sportowe, zwycięstwa w boju, złote myśli mędrców wyryte na ścianach świątyń. Wszystko, co najlepsze nieśli starożytni w te góry w podziękowaniu za głos boga jasności, który tylko tutaj można było usłyszeć.

Hieron Apollina wznosi się na skale, 539 m n.p.m. Pełne wdzięku i czaru ruiny rozciągają się na stoku Rodini nadal, odkryte dla naszych oczu dopiero na początku XX wieku przez francuskich i greckich archeologów.
Można ruszyć z Aten i po 3 godzinach znaleźć się tutaj, odetchnąć czystym górskim i morskim powietrzem jednocześnie - jak to bywa w przeważającej części Grecji - i przenieść się w czasie, tysiące lat w głąb dziejów.
Dzisiaj nie ma tu już śladu po tajemniczych oparach, ale warstwy geologiczne, niedawno przebadane przez Amerykanów wskazują, że były tu kiedyś złoża halucynogennego gazu.
W niewielkim muzeum musimy koniecznie zobaczyć wspaniałe skarby wyrwane ziemi po tysiącach lat. Lapidaria z najpiękniejszego skarbca świętego kręgu, wybudowanego przez bogatych Syfnijczyków. Sfinks z kolumny mieszkańców cykladzkiego Naxos. Można spojrzeć w oczy boskiemu rodzeństwu, Apollinowi i Artemidzie z chryzelefantyny (złota i kości słoniowej) pochodzących prawdopodobnie z tympanonu archaicznej świątyni, przedstawiającego zaprzęg świętej rodziny. To rzadkość, najsłynniejsze chryzelefantyny Fidiasza zniknęły z powierzchni ziemi – zbyt cenne żeby przetrwać, pozostały jedynie w opisach – na szczęście.
Na powierzchni marmurowych bloków, z których zbudowano skarbiec Ateńczyków odczytamy, jeśli potrafimy prastary zapis nutowy hymnu ku czci królującego tutaj boga – odtworzono tę transkrypcję, starożytna muzyka została nagrana przez współczesnych muzyków. W jednym z delfickich sklepików można kupić płytę CD. Koniecznie trzeba poświęcić trochę czasu na przyjrzenie się maleńkim fragmentom płaskorzeźb, które pierwotnie były umieszczone na wewnętrznym fryzie najsłynniejszej budowli Delf ze świętego kręgu Ateny, okrągłego tolosu o tajemniczym przeznaczeniu. Marmurowe, miniaturowe boskie ciała, ich muskulatura, arterie żył i tętnic, najmniejsze szczegóły są doskonałe, do złudzenia przypominają żywe ciało. W każdym miejscu tej galerii sztuki złożono przed naszymi oczyma prawdziwe dzieła. W następnej sali stoi kolumna tancerek, chitony dziewcząt łopoczą podczas tańca a przecież są …z kamienia. Jak to możliwe?
Dalej stoi smutny i piękny młodzieniec Antinous, grecki kochanek wielkiego cesarza Hadriana, zwanego „Greczątkiem”, zapewne z powodu umiłowania podbitej już wtedy przez Rzymian helleńskiej krainy. Posągowi nadano tytuł „Rzymska melancholia” – Antinous przecież popełnił samobójstwo skacząc z cesarskiego okrętu w święte wody Nilu. Jego smutek, zaklęty w kamieniu przetrwał wieki.

Ostatnia sala muzeum poświęcona jest najpiękniejszemu dziełu. Auriga to po prostu Woźnica z brązu jeszcze archaiczny, ale już trochę klasyczny. To zwycięzca Igrzysk Olimpijskich w powożeniu, doskonały w swych proporcjach, zwiastun tego, co za chwile pojawi się w sztuce europejskiej, kanonu, metra w Sevres, niedoścignionego ideału, po prostu klasyki gatunku – greckiej rzeźby Złotego Wieku. Po takim wstępie czeka cudowny spacer do Świętego Kręgu, wśród ruin skarbców, najświętszej świątyni wybudowanej ponad tajemną szczeliną, kolumnad, starych murów oporowych, teatru i najwyżej położonego (800 m n.p.m.) najlepiej zachowanego stadionu antycznego. Stamtąd widok jest nieziemski i będzie pojawiał się Wam pod powiekami do końca Waszych dni, przyrzekam.
Przed opuszczeniem tego czarownego miejsca muszę wspomnieć jeszcze jednego boga, który zasiadał na niebiańskim tronie Delf. Kiedy Apollo ruszał na północ, aby tam spędzić zimę, na skaliste zbocze Rodini przybywał jeszcze jeden wspaniały i piękny bóg, Dionizos, a wraz z nim, jego czcicielki i towarzyszki odziane w skóry jeleni, dzikie, nieokiełznane i nieprzystojne Menady, a także Satyrowie, leśne demony, bóstwa płodności, z połową ciała ludzką, połową zwierzęcą. Można się jedynie domyślać co działo się w Delfach podczas tych najzimniejszych, najsmutniejszych miesięcy greckiej zimy tak wysoko w górach. Na pewno nie było smutno i na pewno nie było zimno. Już o to zadbał bóg wina.
A więc na koniec tego wspaniałego dnia w Delfach, trzeba po prostu obowiązkowo zasiąść w jednym ze współczesnych barów w miasteczku, położonych na skarpie z widokiem „za milion dolarów” na Zatokę Koryncką i majaczący na horyzoncie Półwysep Peloponeski. Po zmroku zapalą się światła niewielkich pobliskich portów, Itei i Galaxidi. Wieczory i noce w Grecji są ciepłe, a gwiazdy wiszą nad głową na dotknięcie ręki… Lampka wina za zdrowie Dionizosa, może być wspaniałym zwieńczeniem tego pięknego dnia.

Dwie książki, które dzisiaj polecam to białe kruki, trzeba ich szukać w antykwariatach ale warto. Kompendium wiedzy pt. „Delfy” Kazimierza Michałowskiego i koniecznie tegoż samego autora „Jak Grecy tworzyli sztukę”.

 

Sklep

Odkryj Grecję

Booking.com

Sign In or Create Account

Do zobaczenia ponownie! :)